Ile tak naprawdę potrzeba osób, aby stworzyć w pełni funkcjonalną osadę? Miasteczko Oqaatsut około 15 km na północ w linii prostej od Ilulissat. Długość i szerokość geograficzna: 69.3291470°, -50.9692001°. Dane dotyczące liczby mieszkańców nie są do końca spójne. Według kapitana łódki kursującej pomiędzy Ilulissat a Oqaatsut jest 28 mieszkańców. Inne „zasłyszane” źródło podaje, że osadników jest aż 35.  No więc policzmy: w miasteczku znajduje się fabryka halibuta, w której pracuje dwanaście osób. Tuż obok jest poczta, ale ta raczej nie daje nikomu zatrudnienia, bo to po prostu skrzynka na listy. Jest również sklep, w którym pracuje jedna pani ekspedientka. Sklep jest ponoć bardzo dobrze wyposażony, no cóż akurat był zamknięty. Jest siedmioro dzieci, wszystkie są ze sobą bliżej lub dalej spokrewnione. O wykształcenie najmłodszych dba dwóch nauczycieli. Nie ma podziału na klasy, wszystkie dzieci niezależnie od wieku uczą się razem. A gdy osiągną odpowiedni wiek, ich następnym etapem edukacji będzie Ilulissat. Szkoła w Oqaatsut dzieli budynek na spółkę z kościołem, gdzie jeden ksiądz dba o swoich wiernych oraz najwyraźniej również o rozrywkę, gdyż w świątyni można zagrać na przykład w piłkarzyki. A zatem mamy już dwudziestu trzech mieszkańców.

   W centrum znajduje się małe boisko oraz scena, gdzie odbywają się festiwale. Ten najbardziej znany to powitanie słońca, które po długiej nocy nieśmiało pojawia się ponownie 13. stycznia. W osadzie nie ma bieżącej wody, mieszkańcy pobierają wodę ze specjalnego ujęcia. Tuż obok znajduje się publiczny prysznic, z którego za drobną opłatą każdy może skorzystać. Domu prysznicowego dogląda jeden mężczyzna, który jak widać jest bardzo zaznajomiony z higieną mieszkańców. Mamy również hotel, a w nim cztery dostępne pokoje. Właściciel  oraz goście hotelu wyjątkowo mają dostęp do bieżącej wody, w środku jest nawet prysznic. 

Liczymy dalej. Za zwożenie śmieci do małej spalarni odpowiedzialny jest jeden mężczyzna, którego od czasu do czasu również można spotkać na kasie w sklepie. Ale czy spalanie śmieci nie zatruwa środowiska i czy nie jest to aby niezgodne z lokalnym przekonaniem, by żyć w zgodzie z naturą? Po dłuższym zastanowieniu, na tak małą skale transportowanie odpadów łódką do pobliskiego Ilulisset wyrządziłoby zapewne większe klimatyczne szkody. No to już naliczyliśmy dwudziestu sześciu mieszkańców. W osadzie znajduje się również jedna restauracja H8, i to wcale nie byle jaka, można tutaj zjeść niesamowity gulasz z renifera. W restauracji pracuje jeden kucharz oraz jedna kelnerka, która jest również lokalną przewodniczką. Oboje tymczasowo mieszkają nad jadłodajnią. Nazwa restauracji może być myląca i wcale nie pochodzi od angielskiego słowa hate (nienawiść) co się wymawia w ten sam sposób co H-eight. H8 to stare oznaczenie lądowiska dla helikopterów. W Ilulissat z kolei znajduje się punkt lądowania H9. No i tym oto sposobem naliczyłam dwudziestu ośmiu mieszkańców.

   W Oqaatsut nie ma dróg, ale jest za to stacja benzynowa, skąd mieszkańcy czerpią paliwo do ogrzewania swoich kolorowych domków oraz skuterów. Zimą skutery to główny środek transportu i w zaledwie jedną godzinę można się dostać do Ilulissat. To zdecydowanie szybciej niż psim zaprzęgiem. Tutaj musimy zarezerwować co najmniej dwie godziny. Niedaleko stacji benzynowej znajduje się tajemniczy niebieski budynek wydający przedziwne dźwięki, ale to dobrze, bo to oznacza, że mieszkańcy mają prąd. Ba! Jest nawet Internet.

    „Straż pożarna” to nic innego jak mały składzik, gdzie znajdują się gaśnice. W osadzie jednak na próżno szukać strażaka. Siedmiu mężczyzn zostało przeszkolonych jak używać sprzęt gaśniczy. Skąd ten pomysł? Jakiś czas temu nieopodal w małej wiosce wybuchł pożar i na nieszczęście mieszkańców nikt nie wiedział jak obsługiwać gaśnice.

   Życie w Oqaatsut jest proste, każdy zna swoją role i ciężko pracuje, a nagrodą jest otaczająca natura. Z moich obliczeń wynika, że wystarczy dwadzieścia osiem osób, aby stworzyć w pełni funkcjonalną osadę.