Biała Arktyka, jak się okazuje, nie jest wcale taka biała. A przynajmniej nie przez cały rok. W sierpniu, w okolicach miasteczka Longyearbyen, na próżno szukać śniegu. Lato odkryło nagie wzgórza Svalbardu, na pierwszy rzut oka nudne i szare. Jednak jak się dokładniej przyjrzymy to odkryjemy całą paletę barw i urok Północy. Skaliste wybrzeża archipelagu od czasu do czasu przecinają jęzory lodowcowe. Lodowce, niczym drapieżniki, sprawiają wrażenie jakby chciały zagarnąć i pokryć całą ziemię. Prawda jest jednak zupełnie inna. Lodowce znikają. Masy lodu wycofują się w głąb lądu, odsłaniając kamieniste doliny i dotychczas ukryte plaże. Co więcej, od lodowców odłamują się kawałki lodu i wpadają do wody, mówimy wtedy, że lodowce się cielą. Towarzyszy temu dość potężny huk. Widziałam, słyszałam, potwierdzam. I tak właśnie powstają góry lodowe, dryfujące tak długo, aż w końcu zmienią swój stan skupienia. 

Arktyka się zmienia. Jest niby bardziej dostępna, ale jednak wciąż dzika. Nie straszne już nam srogie zimy, które powoli odchodzą w niepamięć. Coraz dłuższe lato i rekordowo wysokie temperatury każą zadać niewygodne pytanie. Dokąd zmierzamy? Kto przeżyje? Kto straci, a kto zyska? Jedno jest pewne, jesteśmy świadkami ciekawych zmian. Zmian na lepsze czy gorsze? Nie mnie to oceniać, czas pokaże.