Zawsze chciałam zobaczyć cały świat, postawić nogę na każdym kontynencie. Nigdy nie odwiedzałam tego samego miejsca więcej niż jeden raz, no bo po co, skoro już tam przecież byłam. Wydawało mi się, że to tylko strata czasu. Przeczytałam kiedyś, że są jednak miejsca, które wywierają na nas tak ogromne wrażenie, że nie możemy przestać o nich myśleć. Wracamy do tych miejsc przeglądając stare zdjęcia, czytamy o nich książki, oglądamy filmiki w Internecie o podobnej tematyce. W końcu zaczynamy tęsknić tak bardzo, że wracamy. Byłam przekonana, że to mnie nie dotyczy. Jest przecież tyle nieodkrytych terenów, niezbadanych zakamarków, a ja z jakiegoś powodu musiałam się tam znaleźć.
Wszystko się jednak zmieniło, gdy po raz pierwszy pojechałam na Islandię. Długa wędrówka na wulkan. Pogoda nas nie rozpieszczała, padał deszcz, przeszywający wiatr. Oczywiście nie miałam na sobie odpowiednich ubrań, przez co przemokłam do suchej nitki i strasznie zmarzłam. Gdy już dotarliśmy na szczyt, zobaczyłam tylko niekończąca się gęstą szarą mgłę. Nie byłam jednak rozczarowana. Miałam wrażenie jakbym znalazła się w samym środku tajemniczej krainy, którą zapragnęłam bliżej poznać. W namiocie schroniliśmy się przed wiatrem. Zrobiło się przyjemnie ciepło. Moje ubranie trochę przeschło, zjadłam jakieś przekąski, uzupełniłam płyny, słuchałam ciekawych opowieści. Czas szybko płynął. Właśnie w tamtej chwili po raz pierwszy przeszła mi przez głowę pewna myśl. Pomyślałam, że chciałabym tutaj kiedyś wrócić. Wtedy nie wiedziałam jeszcze, że gdzieś głęboko we mnie zaczęło kiełkować małe ziarenko Północy. Na Arktykę po raz pierwszy pojechałam pod koniec maja 2022 roku. Wtedy na Svalbardzie słońce już nie zachodziło za horyzont. Na termometrze można było odczytać temperaturę lekko poniżej zera. To idealna pogoda na spacer po okolicznych górach. Spitsbergen to nie była miłość od pierwszego wejrzenia. Osada Longyearbyen, licząca trochę ponad dwa tysiące osób, może początkowo odpychać swoim industrialnym i surowym wyglądem. Gdy jednak patrzyłam na miasteczko ze szczytu góry Sarkofagen wiedziałam, że chcę tu wrócić. Poznałam zarówno mieszkańców dalekiej Północy jak i przyjezdnych, lubiłam słuchać ich opowieści. Czytałam ciekawostki o Svalbardzie, z dnia na dzień w moim mieszkaniu zaczęło pojawiać się coraz więcej książek o Arktyce, wyprawach polarnych, lodowcach, śniegu, ludach Północy, zmianach klimatycznych. W końcu nie mogłam dłużej wytrzymać, musiałam wrócić na Północ. A gdy tylko odwiedziłam ponownie Arktykę, zapragnęłam więcej i więcej. To było coś w rodzaju uzależnienia. Mieszkańcy mówią, że złapałam bakcyla Północy. No cóż, chyba mają rację.
