Czerwony szlak wiodący wzdłuż fiordu, zaczyna się na obrzeżach miasteczka Ilulissat, gdzie mieszkają grenlandzkie psy. Gdy tylko się zbliżamy, wszystkie zwierzaki wybiegają przed swoje budy i zaczynają szczekać, bacznie nas obserwując. Co niektóre wyrwane z porannej drzemki raczej nie są zadowolone, że ktoś zakłóca ich spokój. Łańcuchy zatrzymują podekscytowane zwierzęta, napinając się i zaciskając na szyi. Z kolei szczeniaki, których nic nie ogranicza, podbiegają do nas, aby się przywitać. I jak to szczeniaki, podgryzają moje nogawki, dając mi do zrozumienia, że chcą się bawić. Zadowolone merdają ogonami i podążają za nami. Chyba chcą się przyłączyć do spaceru. Nic dziwnego, okolica jest przepiękna. Starsze psy zaniepokojone obserwują całą sytuacje. Kiedy młode przekroczą granice „swojego” terytorium, nie zostaną przyjęte z powrotem do grupy. Nie możemy zatem pozwolić, aby szczeniaki biegły za nami, więc pomimo tego, że serce mi pęka, odganiam je ręką nieudolnie krzycząc: Szuuu, szuuu. Nic innego nie przychodzi mi do głowy, ale podziałało. Odwracam głowę i wzrokiem odprowadzam młode, które potulnie wracają na swoje terytorium.
Razem z Vilhelminą spacerujemy wzdłuż fiordu. Kobieta pochodzi z Sisimiut, ale jakiś czas temu razem z mężem i dziećmi na stałe przeniosła się do Ilulissat. Vilhermina to rozgadana babka. Chętnie opowiada o lokalnych zwyczajach i ciekawych historycznych zdarzeniach, a ja jeszcze chętniej słucham jej opowieści. Nadała szybkie tępo, ale jakoś nadążam. Ostrożnie stawiam każdy krok. Przez noc napadało dużo śniegu, a bez rakiet łatwo się zapaść. Nagle Vilhelmina się zatrzymuje i bacznie się czemuś przygląda. Pomyślałam, że coś się stało. Przyspieszyłam zatem kroku, podchodzę bliżej i słyszę jak mówi do siebie.
– Skąd się tutaj wziąłeś? Nie znam Cię.
Zdezorientowana podchodzę jeszcze bliżej, aby sprawdzić o co chodzi. Rozglądam się, ale nie zauważyłam nic niepokojącego. Vilhermina tymczasem bardzo uważnie obserwuje… małą, czarną kropkę. To mały robaczek! Dla niej jednak to coś nowego. Nowy gatunek, którego nie zna, którego jeszcze tutaj nie widziała. Zastanawiam się czy to możliwe, aby znała każde żyjątko na Grenlandii? Moje rozważania przerywa jej komentarz.
– Przeniosę Cię w bezpieczne miejsce.
Bezpieczne miejsce?!? Pomyślałam, że to jakiś żart. Niby jakie to zagrożenia mogą spotkać tutaj małego robaka. Moja zdziwiona mina jednak nie wpłynęła na jej decyzje. Vilhelmina nabiera w dłonie śnieg, na którym siedzi nieświadomy całej sytuacji robaczek. Maszerujemy tak przez chwilę. Inuitka bacznie przygląda się nowemu znalezisku. W końcu uznała, że znalazła odpowiednie miejsce i zostawia robaczka na kamieniu z dala od szlaku.
– O! Tutaj Cię zostawię, może przyniesiesz mi szczęście.
Dodała, po czym ruszyłyśmy dalej w drogę.

