Zatoka Trygghamna. Zanim jednak zejdziemy na ląd musimy się upewnić czy nie ma w pobliżu niedźwiedzia polarnego. Przez dobre pół godziny skanujemy okolice przy pomocy lornetek. Nie możemy sobie odpuścić poszukiwań polarnego drapieżnika. Człowiek przy spotkaniu z niedźwiedziem ma raczej małe szanse na przetrwanie. Ale nie chodzi tylko o nasze bezpieczeństwo. Niedźwiedź polarny jest pod ochroną i nie należy w żaden sposób ingerować w jego naturalny tryb dnia. Obecność człowieka – odzianego w kolorowe ubrania – na pewno by to zmieniła. Co więcej jestem pewna, że taki niedźwiedź to miałby potem mdłości.

Ale na szczęście niedźwiedzia ani śladu na horyzoncie. Zakotwiczamy naszą łódkę, jedna osoba z załogi płynie dingi na brzeg sprawdzić czy niedźwiedź nie czai się za jakimś małym pagórkiem. Mężczyzna zabiera ze sobą rakietnicę oraz karabin. Po około piętnastu minutach sternik wywołuje kolegę przez krótkofalówkę:

Halo Halo, słychać mnie? Odbiór.

Głośno i wyraźnie, odbiór.

Jak wygląda sytuacja? Odbiór.

Czysto, ani śladu niedźwiedzia, możecie schodzić na ląd. Odbiór.

Zrozumiałem, bez odbioru. 

A więc schodzimy na ląd. Idziemy na lodowiec Harrietbreen, ale to zupełnie inna historia.