Dwie pary ciepłych skarpet, kalosze, wełniane kalesony (jak trzeba kobiety też noszą), ciepłe spodnie i koniecznie coś nieprzemakalnego na wierzch, wełniana koszulka z długim rękawem, polar, ocieplana bluza, a na to wszystko przeciwdeszczowa kurtka, coś na szyję, czapka, dwie pary rękawiczek i jestem gotowa. Przeglądam się w lustrze i właściwie to nie wiem dlaczego, ale przypomniał mi się wtedy pewien cytat. Coco Chanel radziła kobietom „zanim wyjdziesz z domu, spójrz w lustro i zdejmij jedną rzecz.”  Patrzę, myślę, analizuję, zastanawiam się, ale za oknem przecież pada śnieg, nie mogę nic ściągnąć. Taki zestaw to absolutne minimum na Antarktydzie. Zerkam jeszcze raz w stronę tańczących białych płatków śniegu. Na wszelki wypadek pakuję jeszcze puchową kurtkę do plecaka. 

Wprawdzie na Półwyspie Antarktycznym panuje łagodniejszy klimat niż w głąb polarnego kontynentu, ale nigdy nie wiadomo. Lepiej być przygotowanym na wiatr, mróz czy też inne polarne niespodzianki. Antarktyda to wciąż najbardziej wietrzne miejsce na Ziemi, a wiatr zmienia wszystko, potęguje uczucie chłodu, potrafi przeniknąć w głąb naszego ciała. Inne pogodowe rekordy również należą do Antarktydy, chociażby najniższa odnotowana temperatura. −89.2°C to przecież bardzo zimno, nawet nie wiem czy jestem w stanie sobie wyobrazić jak zimno. Aż strach pomyśleć, że może być jeszcze zimniej w miejscu, do którego człowiek nigdy nie dotarł, a takich na Antarktydzie jest całkiem sporo. Na samą myśl przeszły mi ciarki i odruchowo sprawdzam czy mam czapkę na głowie.